Był wieczór, jak przeczytałem sms o treści: „Co porabiasz w wakacje?? Może wybrałbyś się gdzieś daleko??” Nie rozumiałem co znaczy słowo „daleko” w ustach Kaśki w końcu nie znałem jej i nawet nie myślałem o tym aby gdzieś się z nią wybrać. Zapytałem się co ma na myśli pisząc daleko?? Moi znajomi to jeżdżą daleko: Kaukaz, Mongolia, Krym. Myślałem że zaproponuje Ukrainę, Rumunię, lub nasze kraje ościenne. Zaskoczyłem się jak usłyszałem słowo „PERU”. Od razu nie zgodziłem się chociaż byłem nastawiony pozytywnie, ponieważ nie miałem żadnych planów na wakacje tj. urlop, a był kwiecień i miałem całe 26 dni robocze?
Z moich znajomych zainteresowała się wyjazdem do Peru, Ala. Nawet spotkaliśmy się w trójkę tj. Kaśka, Ala i ja w stolicy, aby niby uzgodnić sobie plany wędrówki po tym interesującym kraju. Miałem obawy czy rozpoznam Kaśkę, ponieważ widziałem ją przed tym spotkaniem ze dwa razy, moje obawy były próżne ponieważ bez kłopotu się rozpoznaliśmy. Ala do nas dołączyła, poszukaliśmy księgarni z mapami i zakupiliśmy mapę. Praktycznie nic nie zaplanowaliśmy jedynie wymieniliśmy się spostrzeżeniami i Ala mogła poznać Kaśkę wcześniej nie znały się. W czasie spotkania uśmieliśmy się z Kaśki bo mówiła, że boi się krokodyli, które mogą ją zjeść (do tej pory się z tego śmieję). W czasie pogaduszek opróżniło się kilka browarów z Alą (upał był niesamowity). Wieczorem opróżniło się jeszcze następnych kilka browarów.
Gdzie Polska, a gdzie Peru, niskie moje zarobki i chęci wydawania pieniędzy z każdej wypłaty na różne wyjazdy festiwalowe, góry i te piątkowe browarki opróżniały moje konto co miesiąc. Obawiałem się, że nie uda się uzbierać tych pieniędzy. Bałem się tego, a bez nich nigdzie nie wychodzi się. Jak napisałem wcześniej nie mnie oszczędzać gdy słońce, wakacje i weekend. Jedynie co mnie pocieszało to, że nie musiałem inwestować w plecak, ubiór, śpiwór, buty.
Miałem kłopot niewielki z namiotem, nie pisałem wcześniej, ale zaplanowaliśmy sobie, że będziemy wędrować dużo, wędrować jedynie jeździć tam gdzie trzeba i spać będziemy pod namiotem, gdzie najlepiej jak nie pod własnym polskim dachem ? Dziękuję tutaj mojemu najlepszemu koleżce Ja-ckowi, który użyczył mi namiot i mam nadzieję, że nie został zbytnio zniszczony, mogę powiedzieć że się sprawdził i było w nim tak jak jest to pod polskim dachem.
Wróćmy do finansów w końcu bez nich to nawet nie mogę pójść po browar do sklepu nie mówiąc już o wyjeździe na miesiąc do krainy Inków. Tak jakoś się w tym lecie składało, że co miesiąc jakieś imprezy się pojawiały więc jeździłem prawie przez cała Polskę jak nie do Tych, Częstochowy, Katowic w Tatry i w Sudety. Zbliżył się miesiąc wyjazdu, a moje konto jak było puste tak jest nadal puste. Czytając przewodniki często było można przeczytać że ceny w Peru są porównywalne z naszymi cenami pomyślałem, że wezmę ze sobą jedynie (tylko tyle mogłem zabrać ze sobą) moją całą wypłatę jako, że ja myślę obłąkanie wybrałem i wymieniłem na dolary jedynie tyle co zarobiłem pozostawiając sobie ze 200zł. na czarną godzinę pomyślałem, że powinno wystarczyć. Oj jak się bardzo myliłem, jakby nie Kaśka to nie miałbym co do garnka włożyć, ale o tym później.
Nadeszła pora naszego wyjazdu, a było to 8 listopada 2006r.